Jest taka Puszcza – Czyli Maraton Kampinoski 2016 relacja z imprezy

ekipa-naprzod-mlociny-w-kampinoskim-parku-narodownym-maraton-2016

Punktualnie o 7:45 pod Biedronkę podjeżdża bryka Voytasa z Ekipą. Wskakuję szybko do środka, żółwik ze wszystkimi i jedziemy do Dziekanowa. Ranek chłodny, ledwo 2 stopnie Celsjusza. Brr… Po drodze omawiamy samopoczucie, żartujemy, opowiadamy anegdotki i nakręcamy się powoli na robotę. Czeka nas dzisiaj Maraton Kampinoski – 42 kilometry po urokliwych zakątkach Mazowieckiej Puszczy. Szybko docieramy na miejsce, odbieramy pakiety, rozwieszamy klubową flagę na brzozach obok linii starty/mety.

flaga-naprzod-mlociny-na-maratonie-kampinoskim-2016

rozwieszona flaga klubowa Naprzód Młociny Maraton Kampinoski 2016

Chwilę grzejemy się w aucie, ale czas leci nieubłaganie.

przyjazd-na-miejsce-maraton-kampinoski-2016-naprzod-mlociny

Szybka kontrola stroju – Maraton Kampinoski 2016

Pora się przebierać, rozgrzewać, robić siku, za chwilę start! Szybka decyzja na temat stroju, bo choć jest zimno, leśna trasa na pewno nas rozgrzeje. Dół zatem na krótko, a góra z rękawem. Rozciągamy trochę mięśnie na pobudzenie, zaliczamy toika i lecimy pod „bramę”.

przed-startem-maraton-kampinoski-2016-naprzod-mlociny

ostatnia wymiana zdań, poprawki przed Maraton Kampinoski 2016 Naprzód Młociny

Jeszcze raz przybijamy piątki, życzymy sobie zdrowia i pomyślnych wiatrów. Nie ma już czasu na dyrdymały. Do boju Dziki!

meta_maraton_kampinoski_2016_naprzodmlociny

linia mety Maraton Kampinoski 2016 Naprzód Młociny

ekipa-naprzod-mlociny-maraton-kampinoski-2016

od lewej KonDzik, Voytas, Daniels, Eleazar – Ekipa Naprzód Młociny Maraton Kampinoski 2016

Po chwili około 200 zawodników rusza na trasę. Doskakuję do najszybszej grupki i trzymając się z tyłu, biegnę chwilę za najszybszymi. Tempo jest w moim odczuciu wariackie. Uspokajam rytm i pozwalam rywalom odskoczyć do przodu. Niech lecą! Jeśli są mocni, to i tak nie uda mi się nawiązać z nimi walki. Jeśli poniosły ich emocje – będzie szansa na pogoń w drugiej części dystansu.

Grunt to spokój!
Trzymam się zatem swojego tempa, ustalonego przed startem. Grupka 5 liderów powoli oddala się. Na długich prostych jeszcze ich widzę, ale jak tylko ścieżka zaczyna kręcić, przepadają w lesie. Odwracam się za siebie – cisza – nikogo nie widać. No cóż, to nie pierwsze moje „samotne” zawody. Biegnę równym tempem i staram się nie myśleć o rywalizacji.

eleazar-maraton-kampinoski-2016-naprzod-mlociny

Samotny Wilki Eleazar w Puszczy na Maratonie Kampinoskim fot. Karolina Krawczyk

Rozkoszuję się ciszą październikowego lasu. Pozdrawiam wolontariuszy zabezpieczających newralgiczne miejsca na trasie. Mijam punkt kontrolny w Palmirach, potem Kamień Orlika i Karczmisko. Tempo jest dobre – 4’15” na km. Na „warszawskiej” drodze widzę w oddali sylwetkę biegacza. Jest przede mną z 500 metrów i chyba słabnie. Nie ścigam go jednak, biorę dwa łyki z butelki i lecę dalej. Powoli z każdym krokiem zbliżam się do niego i w Truskawce biegniemy już razem. „Za mocno zacząłem” mówi, kiedy go pytam jak się miewa.

Ruszam do przodu i na kolejny punkt kontrolny w Wierszach wpadam już solo. Stąd do Roztoki jest łatwy i szybki odcinek. Na półmetku melduję się z czasem 1 godzina 29 minut. To o minutę szybciej niż planowałem. Jest dobrze! Posilam się żelem energetycznym, popijam go wodą i zastanawiam się czy czołówka jest daleko z przodu. Według zapewnień obsługi z Roztoki, jakieś trzy-cztery minuty. Sporo, ale nie aż tyle, by się nie dało odrobić. Jeśli braknie im sił, być może moja pogoń się uda. Tempa nie podkręcam, odcinki wychodzą podobnie jak dotychczas, noga podaje, jest moc.

Zjadam kolejny żel na Mosionce i chyba widzę białą koszulkę kolejnego zawodnika daleko z przodu. Zbliżam się do 30. kilometra, trzeba zaczynać gonić rywali! Na Krętej Drodze widzę, że zawodnik z 4 pozycji przezywa kryzys. Szybko się z nim zrównuję i chwilę rozmawiamy. Skarży się na dolegliwości żołądkowe, nogi go nie bolą, ale brzuch wysiadł. Lecę samotnie na Ćwikową Górę, a w głowie kłębią się myśli: „jak daleko jest ten trzeci?”, „gdzie jest lider?”, „lecą wszyscy razem we trzech, czy się porozdzielali?”.

Pociecha – ostatni punkt kontrolny na trasie. Pytam jaka strata do czołówki. „Ze dwie minuty.” słyszę w odpowiedzi. Sporo, ale teraz dopiero zaczyna się prawdziwy maraton. Trzeba walczyć do końca. Ruszam z kopyta do przodu. Zjadam ostatni żel i cisnę na maksa. Chyba trochę nawet za mocno szarpnąłem, bo od razu zaczęło mnie kłóć w płucach. Uspokajam tempo, łapię oddech i cisnę tak mocno, na ile jeszcze organizm pozwala.

Na prostych wypatruję z przodu jakiegokolwiek ruchu, ale nic nie widać. Tylko grupki turystów od czasu do czasu. Mijam Posadę Sieraków ze Starym Dębem, mijam mostek przy Sierakowskiej Strudze, wpadam na uroczysko Na Miny. Na zegarku doskonały czas – mam około 2 minuty zapasu względem planu. Ale przede mną nikogo nie widać. Do mety zostały już tylko 2 kilometry, chyba jest już pozamiatane, ale nie odpuszczam. Tempo skacze do 4’05” na km, a ja grzeję przez błotnistą drogę koncentrując się na tym, by stawiać długie, miarowe kroki. Wypadam na Szczukówek – została ostatnia prosta – cisnę do mety walcząc już tylko o jak najlepszy czas.

No i bach!

Po zawodach.

Jest czwarte miejsce z wynikiem 2:57:50 (to lepiej o 2 minuty niż rok temu!). Całuję glebę starym zwyczajem, odbieram medal, piję wodę i gratuluję zwycięzcom w kilku krótkich słowach: Dobra robota Panowie! Szacunek!

Z depozytu odbieram bluzę, piję jeszcze sporo wody i postanawiam wrócić do uroczyska Na Miny, by kibicować kumplom z ekipy Naprzód Młociny i wszystkim pozostałym zawodnikom na trasie półmaratonu i maratonu. Czekanie na mecie nie ma sensu, szybko ostygnę i zaraz zrobi mi się zimno. Truchtam więc sobie spokojnie dwa kilometry, a po drodze rozmyślam nad tym, czy była dziś szansa na coś więcej? Chyba nie. Dałem z siebie wszystko. Pobiegłem mądrze i na miarę moich sił i możliwości. Do zwycięzcy straciłem 4 minuty z hakiem, do trzeciego 1:45. To w sumie niedużo, ale tylko na papierze. 4 miejsce, mówią że najgorsze, ale ja tego tak nie postrzegam. To był dobry, przyjemny wyścig, bez niespodzianek. Ukończony w zdrowiu i poczuciu spełnienia. Reszta się nie liczy. Nie walczę o minimum na kolejną olimpiadę. Biegam dla frajdy.

Ustawiam się przy rozstaju szlaków i dopinguję biegaczy. Niektórzy są już bardzo mocno zmęczeni i widać, że mają dość. Tych pocieszam słowami, że meta już bardzo blisko, że zostały raptem 2 kilometry. Wypatruję szczególnie koszulek z Dzikiem na klacie.

Są!

Mijają mnie Sławek, Igor, Amadeusz, Agnieszka, Jerzy.

Wszystkich zagrzewam do walki i serdecznie pozdrawiam. Wygłupiam się trochę, trochę podskakuję, żeby być ciągle w ruchu i nie zmarznąć. Leci Marta z dużą grupką osób, ale coś długo nie widać Daniela, który dwa tygodnie temu szturmował udanie Berlin. Patrzę na zegarek, chłopaki już dawno powinni tu być!

W końcu leci Jack Daniel’s, mówi mi w biegu, że Voytas zaliczył paskudną glebę, ale się nie poddał i ciągną do przodu razem z Kondziem.

O rety!

Jakie emocje!

Czekam na chłopaków i kiedy tylko się zjawiają przejmuję holowanie Wojtka. Przygotowałem sobie dla nich różne motywacyjne hasła w stylu „rusz dupę marudo, to już moja babcia szybciej biega niż ty!”, ale widzę, że nie jest wesoło. Wojtek cały umorusany, z bólem na twarzy ledwo co maszeruje, a co dopiero mówić o bieganiu! Skręcona kostka i to gdzieś w połowie trasy! Ależ musiał chłop mieć w sobie determinacji, żeby mimo wszystko się nie wycofać i ukończyć zawody! Na metę wbiegł przy gromkim aplauzie nie tylko naszego zespołu Naprzód Młociny, ale i wszystkich pozostałych finiszerów!

Leśny maraton w 4 godziny i 10 minut, ze skręconą kostką to nie lada wyczyn!!!

Przebieramy się, jemy zupę i dodajemy sobie otuchy. Jeszcze zdjęcie na pamiątkę:

medale-maraton-kampinoski-2016-naprzod-mlociny

Zwycięska fota Naprzód Młociny na Maratonie Kampinoskim 2016

Żegnamy organizatorów słowami: „dzięki za fajną imprezę, wrócimy tu za rok i pokażemy wszystkim, gdzie raki zimują!”

ekipa-naprzod-mlociny-w-kampinoskim-parku-narodownym-maraton-2016

Ekipa Naprzód Młociny Maraton Kampinoski 2016

relacja by Eleazar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *